Wirus, który zabija raka: lekarstwo, jakie oczekuje na wyjście z chłodu

źródło: http://www.telegraph.co.uk/health/healthnews/9508895/A-virus-that-kills-cancer-the-cure-thats-waiting-in-the-coldc.html

To co znajduje się w zamrażarce w szwedzkim laboratorium jest obietnicą czegoś, co może być tanim i skutecznym środkiem w leczeniu raka. A zatem dlaczego starania, aby to coś dostało się na rynek, nie idą naprzód?

Na pokrytym śniegiem pustkowiu środkowej Szwecji, gdzie Wotan z Thorem, hałaśliwi bogowie magii i śmierci dzierżyli niegdyś berło panowania, młody, podchodzący z dużym dystansem do samego siebie naukowiec, zajmujący się terapią genową wytworzył wirus, jaki eliminuje taki typ raka, jaki zabił Steve’a Jobsa.

„Nie eliminuje! Nie wynalazł! Nie!” przerywa prof. Magnus Essand, wpadając w panikę, gdy skontaktowałem się z nim przez skype’a, aby zapytać go o to wybuchowe osiągnięcie.

“Nasze wyniki jak dotąd są tylko laboratoryjne, nie na ludziach, a wiele leków działających w laboratorium, może sie potem okazać niezbyt skutecznymi przy leczeniu ludzi. Jednak adenovirus serotype 5 jest często spotykanym wirusem, w jakim udało nam się dokonać transkrypcji zamierzonej, jaka zastępuje wewnątrzpochodną sekwencję aktywatora wirusowego przez…”

Brzmi to wszystko wręcz zbyt dobrze, żeby było prawdziwe: wirus jaki zjada raka.

“Czasem używamy określenia – zabójca, który zabija wszystkich złych chłopców”, kiwa z zadowoleniem prof. Essand.

Tani w produkcji, wirus jest doskonale precyzyjny, z bardzo łagodnymi, podobnymi do grypy skutkami ubocznymi w przypadku ludzi. Fotografie z badań pokazują, że nowotwory u testowanych myszy po prostu zniknęły.

“To zadziwiające” profesor jaśnieje okazując zdumienie, „to lepsze niż cokolwiek innego. Zestaw komórek nowotworu, jaki jest odporny na każdy inny rodzaj leku, zostaje zabity w przypadku zwierząt”.

Jednak oto, jak stoją sprawy:  Ad5[CgA-E1A-miR122]PTD – to pełna nazwa tego najnowocześniejszego naukowego odkrycia – nigdy nie weszła w fazę testów, aby dokonać sprawdzenia, czy może pomóc również ludziom. Od 2010 r. specyfik ten znajduje się w zamrażarce wielkości kartonu na meble w zagraconej części pomieszczeń zajmowanych przez prof. Essanda. (Chcesz zobaczyć? Otwiera pokrywę laptopa i obraca go, aby kamera mogła uchwycić pojemnik stojący obok głównego korytarza do laboratorium).

200 metrów dalej jest Szpital Uniwersytecki Uniwersytetu w Uppsala, i Europejskie Centrum Doskonalenia Metod Leczenia Nowotworów Neurodokrewnych.

Pacjenci z całego świata przylatują tutaj, szczególnie z Ameryki, gdzie terapia niektórych typów raka jest spóźniona o 5 lat w stosunku do Europy. Jednakże mimo tego nawet, że chorzy mają tutaj ostatnią już nadzieję na wyleczenie, zostało im parę miesięcy życia, machają platynowymi kartami i gotowi są od razu podpisywać odpowiednie dokumenty wyrażające zgodę na terapię, i niech diabli wezmą skutki uboczne, onkologowi nie wolno się na to zgodzić – znaleźliby się za kratkami, gdyby spróbowali pobiec korytarzem i wyjąć gotowe rozwiązanie z zamrażarki prof. Essanda.

O prof. Magnusie Essandzie dowiedziałem się, szukając śladów o nim. 2,5 roku temu, przyjaciółka, która zajmuje się edycją wszystkich moich prac, Dido Davies – poddała się badaniom i zdiagnozowano u niej nowotwory neurodokrewne, dokładnie taki typ raka, jaki miał Steve Jobs. Co trzy tygodnie miała pojawiać się w szpitalu na ośmiogodzinne sesje wlewów chemioterapii, wychodziła stamtąd blada jak śnieg, niemniej żartowała i miała optymistyczne nastawienie, gdy ja wracałem do domu, otwierałem flaszkę whiskey i paczkę papierosów i wślizgiwałem się do komputera. Chociaż po chemioterapii nowotwór się zmniejszył, to jednak nie został wyleczony. Musiało być na to coś lepszego.

Pewnego wieczoru natknąłem się na blog o znachorze w Meksyku, który przedstawił pomysł użycia nanotechnologii w leczeniu raka.

Znachorzy dają bardzo użyteczne informacje takim medycznym nowicjuszom, jak ja sam, gdyż czytają wszystkie najlepsze opublikowane rzeczy, a potem przedstawiają wyniki w skróconej formie, zabarwiając je swoimi koncepcjami. To jak Tommy Lee Jones w Men in Black czytający the National Enquirer, aby dowiedzieć się, gdzie pojawili się obcy, bo tylko całkiem śmieciowe gazety mają dość odwagi, aby drukować prawdę. Trzeba trzymać rękę na pulsie w sprawie tego, o czym czasem gadają tacy znachorzy, a będziesz mieć obraz tego, co może być obiecanym celem na rubieżach dzikiego zachodu medycyny. Ten akurat szarlatan znalazł się w więzieniu i oczekiwał na proces za zabójstwo (pod zarzutem szarlatanerii) jednego ze swych pacjentów, lecz jego witryna o nanotechnologii prowadziła poprzez łańcuch linków do wykładu w filmie na YouTube o zadziwiającej nowej terapii raka neurodokrewnego opartej na świńskich mikrobach, jaką obecnie wprowadzono do działania w różnych klinikach doświadczalnych w Ameryce. Zatrzymałem film i zrobiłem screenshota z plakatu, jaki znajdował się za mównicą wykładowcy, na którym wymienione były użyteczne adresy różnych zespołów badawczych; na witrynie jednej z tych organizacji było odniesienie do artykułu naukowego, gdy na niego wszedłem i zacząłem go przeglądać znalazłem poprzez linki do pracy doktorskiej również adres na Skype, poprzez który się połączyłem.

‚Hey! Hey!’ odpowiedział prof. Magnus Essand.

Dla genetyków nauka ma sens doskonały. Jest to fakt, że w biologii człowieka zdrowe komórki są tak zaprogramowane, że giną, gdy zostają zarażone przez wirus, ponieważ to zabezpiecza organizm przed rozprzestrzenieniem się wirusa na inne części ciała. Lecz komórka nowotworowa jest nieśmiertelna; poprzez mutacje ma jakąś zdolność wyłączenia biologicznego procesu genetycznego, jaki zmusza inne komórki do popełnienia samobójstwa. To oznacza, że jeśli odpowiedni wirus zainfekuje komórkę rakową, to może on się replikować wewnątrz niej w sposób niekontrolowany i powoduje, że komórka zaczyna „świecić”, mówiąc językiem nie-technicznym, po prostu się rozpada. Potomstwo wirusowe może rozprzestrzeniać się na komórki rakowe, znajdujące sie w pobliżu i powtarzać proces. Wirus staje się, w efekcie, rakiem na raka. W laboratorium prof. Essanda prowadzi się badania nad jego wirusem, a ich wyniki wykazały w testach krwi zwierząt, że jego wynalazek pożera komórki rakowe z żarłocznością Wikinga. Wirus z Uppsala nie jest czymś unikalnym. Od lat 80-tych XIX wieku, lekarze poznali właściwości zakażeń wirusowych i to że mogą one szalenie zmniejszyć postępy nowotworów. W 1890 r., włoski lekarz kliniczny odkrył, że prostytutki z rakiem szyjki macicy wchodziły w fazę remisji nowotworu, gdy zostały zaszczepione przeciwko wściekliźnie, a przez kilkanaście lat, ten lekarz przemierzał okolice Toskanii robiąc kobietom zastrzyki ze śliny psa. W innym przypadku z XX wieku, 14-letni chłopiec z białaczką limfatyczną złapał wietrzną ospę: w ciągu kilku dni jego groteskowo rozrośnięta wątroba i śledziona wróciły do zwyczajnych rozmiarów, jego wybuchowa ilość białych krwinek zmniejszyła się o 50 razy, i wróciła do normy. Lecz boom na rozumienie genetyki i jej mocy twórczych zaczął się dopiero w latach 90-tych, a naukowcy w końcu poznali, jak okiełznać i rozwinąć ten efekt. Dwie dekady później pierwsze rezultaty zaczęto omawiać na łamach czasopism medycznych zajmujących się problemami raka.

A zatem dlaczego Magnus jest już prawie na progu decyzji o zatrzymaniu swych prac?

Małomówny, sprawiający wrażenie smutasa, Szwed mówi ze swym szwedzkim akcentem, co sprawia, że brzmi wesoło, niezależnie od swego aktualnego nastroju. Na stronie w sieci, pierwsze linki odsyłają do Essand Band, jego grupy rockowej. „Pieniądze” mówi, a „raczej ich brak”.

„Jak to brak pieniędzy? Ile? Podaj cyfrę”. “O jakiej cenie mówimy, gdy idzie o uzyskanie wirusa albo wyjęcie go z zamrażarki i dania ludziom, aby mieli szansę żyć?”

(…)

“To około milion funtów?”

Coraz więcej ludzi ma nowotwory neurodokrewne w pełnej postaci (znane jako NET albo rakowiaki) niż raka żołądka, trzustki, przełyku czy wątroby. A częstotliwość występowania tej formy rośnie: w ciągu minionych 30 lat liczba ludzi, u których zdiagnozowano tę postać raka wzrosła pięciokrotnie.

W szkole medycznej, studentów uczy się “gdy słyszysz tętent kopyt, myśl że to konie, a nie zebry” – nie stawiaj diagnozy rzadkiej choroby, gdy jest bardziej prawdopodobne wyjaśnienie.  Prowadzi to często do stawiania diagnozy błędnej. Aż do zgonu Steve’a Jobsa, NET było uważane za zebrę w dziedzinie raka i odrzucano je jako irracjonalny syndrom jelitowy, grypę żołądkową albo że pacjent coś połknął. Teraz lekarze zaczynają uświadamiać sobie, że NET znacznie częściej występuje, niż początkowo sądzono. W ostatnim rzucie badań  przypadków post-mortem, naukowcy otworzyli ponad 30 tysięcy zwłok, i zaczęli badać jelita zmarłych, jakby zdzierali osłonkę z kiełbasy. W 1 na 100 przypadków mieli wyraźne charakterystyczne guzy NET. To około 700 tysięcy ludzi w UK, albo grubo licząc 2 razy tyle, co populacja samego miasta Manchester. Większość tych nowotworów ma łagodną formę, lecz mały procent z nich, z nieznanych nikomu powodów, przeradza się w postać złośliwą. Wiele innych form raka, gdy podejmuje ekspansję, nabiera pewnych cech nowotworów neurodokrewnych. Pierwsza osoba, jaka posiądzie skuteczny lek zwalczający raka neurodokrewnego, przy czym nie musi on nawet leczyć choroby, lecz spowalniać jej postęp jak środki anty-retrowirusowe na Aids, będzie nie tylko zdrowa, ale również bogata jak Steve Jobs. W zeszłym roku gigant farmaceutyczny Amgen kupił za 1 mld $ wersję wirusa na opryszczkę, jaka zabija jakieś postaci raka. Fakt, że wirus Magnusa możnaby dostać za sumę minimalną w tej skali wydatków, bo za 1 milion funtów, wprawiło mnie w osłupienie.

“To bonus bankierski”. “To mniej niż kosztuje złoty sedes dla gwiazdy rockowej. Tu idzie nawet o możliwość zrobienia dobrego interesu. Jeśli znajdę kogoś, kto wyłoży na to środki, czy wtedy zaczniesz testy kliniczne?”

„No pewnie” odpowiada Magnus. „Czyli, że mogę pisać wniosek do Szwedzkiej Rady ds Raka, że niedługo zaczynamy?”

Nie mam miliona funtów. Ale mam 68 funtów, żeby polecieć do Uppsala. Chciałem nawiedzić prof. Essanda w trakcie pracy, twarzą w twarz i zobaczyć wirus, zajrzeć do kolby Petriego. Chciałem trochę uszczknąć, przemycić to do Anglii w lodowym opakowaniu.

Prace Magnusa już są finansowane przez the Swedish Cancer Society and the Swedish Children Cancer Society (nerwiak niedojrzały (neuroblastoma), najbardziej typowa forma raka wśród dzieci jest rodzajem nowotworu neurodokrewnego). Wirus, jaki poprzednio wynalazł i doprowadził do aktualnej formy (przeciwko rakowi prostaty) jest już w fazie prób na ludziach w Rotterdamie, i otrzymał grant z UE.

Trudność z wirusem Magnusa nie polega na tym, że on jest zbyt dalece idący, ale że nie jest wystarczająco dalekosiężny. To jest zmodyfikowana wersja adenowirusa, o jakim wiadomo że jest bezpieczny dla ludzi. Pochodzi od człowieka, a naturalnie występuje w trzecim migdałku człowieka. Jego stroną ujemną jest to, że jest zbyt bezpieczny: system odpornościowy miał tysiące lat na to, żeby nauczyć się, jak w pośpiechu połykać takie wirusy w chwili, gdy opuszczają one miejsce swego pobytu.

To nie jest tak, że Magnus używa wirusa, aby ten zajął się rakiem, co czyni jego badania potencjalnie bardzo wartościowymi, lecz nowatorskość jego podejścia do problemu polega na tym, że odkrył on metodę nagłej eliminacji problemu przez sam system immunologiczny i umożliwił on wirusowi rozprzestrzeniać się wśród guzów w innych częściach ciała za pomocą tego systemu.

Im bardziej zaczynasz manipulowanie w sferze sił komórkowych człowieka, tym bardziej zaczynasz brzmieć jak dzieciak gadający coś o swym modelu samolotu. Wszystko w dziedzinie nowoczesnej genetyki laboratoryjnej robi się przy użyciu gotowych zestawów.

W laboratorium Magnusa nie ma świecących na przemian światełek z komputerów ani bulgoczących w kolumnach defrakcyjnych koagulatów genetycznej zupy warzonej przez profesora; nie ma tam nawet jednego palnika Bunsena. Każdy wąski pokoik laboratoryjny jest bladej poświaty, niezagracone pokryte melaminą blaty robocze pod dwoma ścianami, (…) najbardziej zaawansowane technicznie laboratorium medyczne na świecie, a wygląda jak kuchnia, do której nie przywieziono jeszcze wszystkich sprzętów.

Aby zrobić i zbadać swój wirus, Magnus kupuje gotowe linie komórkowe (włącznie z „zalążkami ludzkiego fibroblastu”) za $50-100 od firmy z Kalifornii; DNA oraz “mix enzymów” dociera do niego z Indiany w paczkach za $179; koncentraty proteinowe są badane „zgodnie z zaleceniami producenta” wraz z oprzyrządowaniem typu „zrób to sam” z Illinois za $117; a za $79 dostaje przesyłkę z Santa Cruz zawierającą „peroksydazę chrzanową sprzężoną w odmianie z antyciałami na różne substancje”.

W pokoju obok gabinetu Magnusa, rozmowna kobieta z końskim ogonem wkłada DNA do szczepu bakterii.

Taka podobna do boskiego stworzenia operacja pierwotnej misterności wymaga probówki z żółtą zawartością pobraną z zestawu od Qiagen za $146, wkroplenia pipetą odrobiny płynu z innego zestawu i wstawienia mieszaniny do czegoś, co przypomina kuchenkę mikrofalową: potem należy nastawić gałkę na 25 kilowoltów i hoopla! Bakterie zostają nim porażone i pozwalają wniknięciu do nich preparatu z DNA. „Zrobione” mówi kobieta. Gdy bakterie zaczynają się dzielić, pożądane fragmenty wirusowe wzrastają.

To, co kosztuje 1 mln funtów (mniej niż 2 % ceny za Tryptyk Francisa Bacon’a z 1976 r.), który Magnus potrzebuje włożyć w lek dla pacjentów to nie jest część kosztu produkcji, lecz papierkowa robota na temat spraw zdrowia i bezpieczeństwa, aby rozpocząć fazę prób. Próby dokonywane są w 3 etapach. To, co sugeruje Magnus jest do uzyskania za ten błahy milion funtów (wartość dwóch inkrustowanych diamentami piór Mont Blanc) to nie zwyczajna faza testów nr 1, lecz również przejście prób w fazie 2, co jeśli się powiedzie, doprowadzi wirusa w fazę, w jakiej spółki od wielkich farmaceutyków gotowe będą zapłacić od 10 do 100 razy tyle, aby przejąć prawa do niego i zorganizować fazę 3, jaka wymagana jest przez prawo by móc ogłosić ten środek za lek wprowadzony do produkcji na wielką skalę.

“Zatem, jeśli Calvin Klein albo Elton John czy też…Paris Hilton zrzucą się na ten milion, czy mógłby on wziąć swoją nazwę od nich?”

“Czemu nie” kiwa głową Magnus, pokazując mi inkubator bakteryjny, jaki wygląda jak przemysłowa pralka, tylko mniej skomplikowana.

“Za dwa miliony możemy zrobić coś jeszcze lepszego”.

Są powody, aby być ostrożnym. Najnowsze śledztwo przeprowadzone przez Amgen dało wynik, że 47 na 53 prace badawcze (w różnych dziedzinach medycznych, nie tylko na temat wirusów) akademików w najbardziej poczytnych czasopismach naukowych zawierały wyniki, jakich nie da się powtórzyć, mimo tego, że pracownicy działu badawczego spółki powtarzali eksperymenty nawet po 50 razy.

“Dlatego też musimy mieć takie dokładne recenzje i przejść cały ten proces” mówi dr Tim Meyer z firmy Dido. „Każdy uważa, że jego nowa terapia rakowa jest warta finansowania, lecz wszyscy zgadzają się również co do tego, że tylko badania dobrej jakości należy finansować”. Podobny do prof. Essanda za młodu, dr Meyer jest współ-dyrektorem the Experimental Cancer Medicine Centre na University College London. Obok jego gabinetu cały szereg ubranych w białe kitle badaczy pochylonych jest nad pulpitami do badań, obok leżą pipety i stoją mikroskopy. Jego zespół stara się przeprowadzić udane zabiegi w kwestii ekscytujących idei anty-nowotworowych: terapii za pomocą antyciał, terapii z zastosowaniem właściwości naczyń krwionośnych, czynników wiążących DNA oraz terapii fotodynamicznej. Każda z tych metod daje obiecujące wyniki wstępne. Lecz nawet dla takiego wspaniałego i innowacyjnego zespołu badawczego dostęp do strumienia środków jest bardzo trudny.

Wszyscy zajmujący się nauką na temat raka walczą ze zjawiskiem zmniejszania się puli środków przeznaczonych na odkrycia, szczególnie teraz rząd rozpoczął nagłe kontrole w instytucjach charytatywnych i grabienie ich skarbonek. To była wielka nowina, że dr Meyer i jego zespół z UCL zdobyli grant w wysokości 2,5 mln funtów, realizowany przez okres 5 lat, aby dopracować jego badania w dziedzinie nowotworów, jakie zabijają co tydzień tysiące z nas: białaczka, czerniak złośliwy, różne odmiany nowotworowo-ginekologiczne, gastrojelitowe oraz raka prostaty. Bez tych pieniędzy byłby zmuszony zwolnić 13 członków swego zespołu. Suma 2,5 mln funtów to mniej więcej tyle, ile w 10 dni zarabia Madonna.

Przegląda zbiór zdjęć od Magnusa o zniekształconych przez nowotwory gryzoniach, a potem na zdjęcia po wstrzyknięciu substancji Magnusa, gdy ślady zanikają. Zna zespół badawczy od problemów neurodokrewnych z Uppsali, wie czym się zajmuje i ma dla niego dużo szacunku. „To może być dobre” zgadza się. Ale dopóki odkrycia Magnusa są testowane w warunkach klinicznych nikt nie wie, jak dobra jest to robota. Zdumiewające wyniki w testach na zwierzętach często okazują się rozczarowujące w przypadku ludzi. „Wszyscy potrzebujemy takich samych reguł współzawodnictwa w ubieganiu się o granty oraz wielu recenzentów po to, żeby używać rzadkich zasobów w jak najskuteczniejszy sposób”.

(…) Obecnie działa w Europie około pół tuzina instytucji badawczych nad problemami raka, które rozwijają dziedzinę adenowirusową w leczeniu raka – a wszystkie mają patetycznie wręcz taki sam problem – brak środków.

Odwiedźcie the Vanity Virus Initiative. Sypnijcie paroma milionami na Uppsala University, a znajdziecie się w podręcznikach medycyny jako darczyńca, który pozwolił wyjść na światło dzienne Ad5[CgA-E1A-miR122]PTD z jego tajnej kryjówki, dajcie mu swe własne imię zamiast tej deprymującej ksywki.

Co gorszego może się wydarzyć? Nawet jeżeli innowacyjne pomysły Magnusa nie zadziałają podczas prób klinicznych, to te negatywne wyniki będą bezwartościowe dla następnej generacji wirusów.

(…)

Korytarze łączące różne oddziały badawcze campusu medycznego w Uppsala są zbudowane pod ziemią po to, aby chronić pracowników przed ryzykiem zamarznięcia w czasie szwedzkiej zimy. Profesorowie i technicy laboratoryjni przemykają tam i z powrotem po tych ogromnych prostokątnych tunelach na skuterach (…) Z sufitu zwiesza się tuba próżniowa, jaka oczyszcza ich z różnych cząstek i pozwala tworzyć odpowiedni zespół badawczy. Magnus poprowadził mnie tymi tunelami do Szpitala Uniwersyteckiego w Uppsali, aby złożyć wizytę szefowi onkologów, Kjellowi Oberg – człowiekowi, który rozpocznie procedury badawcze, gdy pieniądze znajdą się na właściwym miejscu.

“Problem z wirusem Magnusa polega na tym, że Magnus jest Szwedem” Kjell macha w powietrzu rękoma z wyrazem frustracji.

“Otóż to” zgadza się Magnus ze smutkiem. Po szwedzku nie zainteresowany natychmiastowym zdobywaniem profitów, poświęcony czystości naukowej swego odkrycia, Magnus i jego współpracownicy już dawno opublikowali szczegóły swych eksperymentów w głównych czasopismach medycznych na świecie, co oznacza, że zmodyfikowany wirus już dłużej nie może kryć się za ochroną patentową. A bez patentu, jaki spowoduje, że wirus stanie się wartością handlową, nikt w niego nie zainwestuje. Nawet gdybym zdołał zorganizować 2 mln funtów, aby wprowadzić formę terapii do końca etapu nr 2, żadna organizacja nie wejdzie w to, żeby poddać wirus testom w fazie nr 3, co jest konieczne, aby terapia stała się dostępna ogółowi chorych.

„Czy jest tak dlatego, że kompanie farmaceutyczne są kierowane przez bezwzględnych plutokratów, którzy wrzucają na ruszt niemowlę w sosie truskawkowym na lunch i śmieją sie w twarz chorym?”  pytam z przekąsem.

Kjell mnie poprawia “To dlatego, że tylko wtedy, gdy takie spółki mogą zapewnić sobie wielkie zyski, wejdą w taki projekt, aby każdy z nich miał z czego spłacać swoją hipotekę”.

Nie ma również określonego źródła finansowania publicznego. Z przyczyn znanych tylko Wotanowi i Thorowi, szwedzki rząd nie zgadza się finansować testów klinicznych na ludziach, nawet wtedy, gdy wyniki mogą potencjalnie zredukować budżet wydawany na sprawy zdrowotne kraju o miliardy koron.

Jednak nie wszystko jest jeszcze stracone.

Kjell nie musi czekać do końca całego okresu prób klinicznych – co mogłoby zająć z 10 lat – na pełny, trój-fazowy proces, zanim będzie można podawać wirus Magnusa dla pacjentów, gdyż dopóki próbki testowe są zaaprobowane i gotowe do użycia, może on na mocy prawa europejskiego zacząć procedurę indywidualną oferowania leku w przypadkach indywidualnych dla pacjentów, którzy podpiszą formularz potwierdzający, że są gotowi poddać się ryzyku leczenia eksperymentalnego. W ciągu 18 miesięcy będzie można rozpocząć badania na ludziach.

Wiele razy podczas mych dociekań nad przyczynami odwlekania momentu wyjścia wirusa zwalczającego nowotwór z lasów Skandynawii, czułem się, jak gdyby jakiś tandeciarz z

Hollywood stał za tym wszystkim i kierował niewidzialną scenerią. Nieoczekiwane odkrycie tej całej historii w internecie; bulwersująca frustracja z możliwości ujrzenia tej nowej terapii, położenia ręki na drzwiach zamrażarki, wiedząc że ta terapia jest może 3 cale ode mnie, leży sobie przed nikim nie strzeżona oraz że może działać nawet w tym surowym jeszcze stanie, ale jednocześnie, że nie wolno jej użyć; dreszcz na wspomnienie ogromnego wsparcia ze strony Kjella Oberg’a; desperacja z powodu braku tak głupiej, sztucznej rzeczy, jaką jest patent.

Do tego monologu wkracza teraz dr Leja: jest wirusologiem, której błyskotliwa praca doktorska od razu rozkłada mnie plackiem na zamrażarce z „wirusem, co to zjada raka”, a której nazwisko jest na pierwszym miejscu kolejnych przełomowych dokumentów z badań na temat tej terapii. Okazuje się, że ma 29 lat i wygląda jak Scarlett Johansson.

Justyna Leja (…) i wdaje się w przepełnioną technicznymi szczegółami rozmowę z Magnusem w sprawie najlepszego sposobu na uzyskanie praw z patentu poprzez drobne manipulacje, jakie wymagają czegoś, co nazywa się „nowy szkielet”.

(…)

Dodatkowe prace przygotowawcze mogą opóźnić fazę nr 1 i nr 2 testów aż do następnego roku. Po powrocie do laboratorium, Magnus otwiera słynną zamrażarkę.

Pytam go z gorzkim zwątpieniem “Co zrobiłbyś, gdyby twoja żona miała tę chorobę albo jeden z twoich synów, których widziałem na zdjęciu stojącym na biurku?”

Patrzy w stronę zamrażarki. Chociaż jego laboratoryjne próbki nie są zrobione do stopnia farmaceutyku, są one może tylko marginalnie mniej godne zaufania niż w pełni usankcjonowane produkty z certyfikatami zdrowotnymi i bezpieczeństwa, jakie są od 1000 do 10.000. razy droższe.

“Nie wiem”, “sam nie wiem”.

4 thoughts on “Wirus, który zabija raka: lekarstwo, jakie oczekuje na wyjście z chłodu

  1. Mateusz

    Miałem o to samo zapytać, ale się jakoś powstrzymałem. W tym filmie też najpierw ktoś wynalazł wirusa, który leczył raka, a później ten wirus zabił 90% ludzi, a następne 9% zamienił w zombie.

  2. wmordechaj

    Tak mimochodem zapytam – ten filmik to skręcił Rosenzweig czy Soedenbluhm, a może jakiś inny mosiek z Holly-piss off-wood? Artykuł pierwotny zgromadził do tej pory 324 komentarze i nie dotyczą one koloru skarpetek jakiejś żydowskiej bzduro-gwiazdki od zaśmiecania gojowskich głów.
    Ludzie dobrowolnie w sieci utworzyli zbiórkę funduszy dla tego faceta ze Szwecji, zapewne jacyś pomyleńcy, którzy filmów nie oglądają.
    Poza tym o Magnusie Essandzie zaczęło już być głośno, vide: http://www.telegraph.co.uk/health/9544400/Would-I-takean-untested-cancer-treatment-myself-Hellyes.html, ale myślę że szkoda czasu na tłumaczenie. Nie będzie pasować do scenariusza masowej kał-tury.
    Jasne, że tematyka tego artykułu jest obca większości czytających, ale dobry odruch ignorancji to zadawać pytania, aby zrozumieć. Jest też taka jej postać, która bez zadawania pytań, potrafi udzielić wszystkich odpowiedzi. To jest forma raka, jakiej nie uleczy nawet wirus wynaleziony przez prof. Essanda.

  3. nieustraszona

    Najlepszy „wirus” na najgorszego dla ludzi i Natury „raka ze sraka jahwistow” to prawda o ich ludobojczej „medycynie” perfidnie zagrywajacej na uczuciach strachu i emocjach ludzkich rownoczesnie wyludzajacej tym olbrzymie sumy na ich cele zwane gornolotnie naukowymi i motywowane „dobrem” czlowieka…

    Tak zaczela tez swoja „dzialalnosc” „Fundacja Rockefelera” sprzedajac male buteleczki z ropa naftowa , jako lek na „raka”.

    Nabili tym straszeniem sobie kabzy, a rownoczesnie ludzie zaczeli rzeczywiscie chorowac po tym „leku”. Pejsate diably zwietrzyly jeszcze lepszy geszeft , ktorego przeciez nie mogla psuc naturalna medycyna i wspolczesna inkwizycja rozpoczela sie na nowo od przeszlo stu lat i dalej sobie szaleje poprzez przesladowanie ludzi ujawniajacych prawde o „raku” lacznie z jego tanim, skutecznym wyleczeniem bez oficjalnych „medycznych” tortur prowadzacych zawsze do smierci oglupionego, zastraszonego i zlupionego goja…

    Starym trikiem w pejsatych mendiach jest tez przeciez naciskanie na gruczoly lzowe gojow za pomoca obrazkow biednych dzieci z przejmujaca muzyczka w tle , zeby w chwile po tym podac numer konta i banku zbierajacego datki na cele …”dobroczynno – ratunkowe”… ,ktore to ustalone z „gory” niedomowienie rzeczywiscie sluzy dla „dobra” utrzymania pejsatej mafii farmaceutycznej na stolkach marionetek politycznych i „ratuje” ich klamstami mendialnymi przed wsciekloscia oszukiwanych i powoli zatruwanych ludzi .

    W powyzszym artykule uzywa sie jako starego straszaka „raka” rownoczesnie podajac rozwiazanie wedlug triku akcja – reakcja – rozwiazanie albo dokladniej :”rak” – strach przed „rakiem” – wirus na „raka” z koniecznoscia wyciagniecia kasy od gojow !!!

    Jako, ze „masy” napelniaja kasy, to odpowiednia nagonka mendialna zacheci zastraszonego goja do oddania ostatniego grosza w tym „humanitarnym” celu !!!

    Tak oglupieni goje najpierw placa, a pozniej placza w bolu i cierpieniach spowodowanych w zaplaconej przez siebie ogolnie dostepnej „medycynie” dla gojow pod patronatem ” Fundacji Rockefelera ” czyli pejsatego mordercy z felernym krokiem po obrzezaniu i „fundujacego” gojom za ich wlasne pieniadze zniszczenie , choroby i smierc , bo tak mu nakazuje jego „zbuk” od dwoch tysiecy lat !!!

Możliwość komentowania jest wyłączona.